Wczoraj znowu sobie o nim przypomniałam. Obrazy za oknem przesuwały się zadziwiająco szybko, a w mojej głowie - pomimo natłoku przeróżnych obowiązków - ponownie znalazło się miejsce dla niego. I to okropne, bo wtedy było pięknie i wiem, że był cudownym chłopakiem. Dopóki mnie kochał... Nie. Dopóki był ze mną - nie kochał mnie nigdy.
"Muszę ci coś powiedzieć. Chcę ci coś powiedzieć...
No, jasne. Dawaj.
Kocham ciÄ™."
Jak widać... Można kłamać prosto w oczy. I może ja też kłamałam, mówiąc, że już Cię nie kocham? Bo skoro już nic dla mnie nie znaczysz... Dlaczego to ciągle tak bardzo boli i nie pozwala mi się ruszyć z miejsca?
Nie wiem, w co wierzyłam. Cokolwiek to było... Teraz nie ma znaczenia.
Upadłam. I już... Nie mam siły się podnieść. Nie umiem = [dwa razy] nie chcę. I przyznaję się do tego, bo to zderzenie z rzeczywistością bardzo mnie zabolało, choć jednocześnie miałam jej świadomość.
I nie lubię hiszpańskiego. I... Chyba jednak nie mogę podejmować samodzielnie decyzji. Bo teraz - właśnie teraz - czuję, że popełniłam błąd. A już nie mam odwrotu.
Melissa.
Nastrój:
tagi: