Dotarło do mnie ostatnio, jak bardzo sama się zniewoliłam. I już nie tylko przeszłością, własnymi ograniczeniami, wynikającymi z własnych zasad i wartości, ale przede wszystkim grzechem. Tak! - słowo kluczowe - grzech.
Może to duże słowa, ale... książka "Z grzechu do wolności" naprawdę coś zmieniła w moim życiu. Pomogła mi zrozumieć i dostrzec - to przede wszystkim - prawdę o mnie i moim życiu. Dopóki myślałam (a raczej oszukiwałam się), że tylko ja wiem, jak jest naprawdę, było dobrze. Ale kiedy dotarło do mnie, że opisany mechanizm jest MOIM mechanizmem... zrozumiałam, że wie też ktoś inny. I w tamtej chwili runęło wszystko. Naprawdę - nigdy wcześniej nie czułam się tak zagubiona. Poczułam się całkowicie obnażona ze wszystkiego, w co dotąd wierzyłam. Poczułam się oszukana... oszukana przez samą siebie.
Ja wiedziałam. No, kurde! - wiedziałam, że robię źle i bezczelnie to robiłam. Bo tak mi było lepiej, bo tak wygodniej, bo "niedługo z tym skończę". Cholera jasna, jaka byłam głupia! I jaka ślepa. Ja naprawdę nie widziałam, jak bardzo sama się związałam. Każdy grzech, nawet powtarzający się, zaciskał pętlę. I teraz już rozumiem, dlaczego czułam się taka bezsilna w ostatnim czasie, i dlaczego nigdzie nie czułam Boga.
Zrozumiałam dużo i choć momentami było mi tak niebywale wstyd... wiem, że ta wiedza była mi potrzebna i bez niej nie mogłabym nigdy ruszyć naprzód.
To nie był przypadek. Nie mógł być. I nie tylko dlatego, iż potrzebowałam tej prawdy, nawet jeśli została mi pokazana w brutalny sposób. Po prostu... nigdy wcześniej modlitwa nie przychodziła mi z taką łatwością.
Wcale nie jestem teraz wolna. Jestem uzależniona od grzechu i myślę, że nie jest to przesadne stwierdzenie. Ale walczę z nimi, z tymi przyzwyczajeniami i myślę, że teraz wygram. Bo wiem... a wiedza daje władzę.
Melissa.
Nastrój:
tagi: