774.
czwartek, 31.stycznia.2008, 00:02
'Harry Potter i Insygnia Śmierci'.
Och!
Jak to pięknie brzmi.
Czekałam na tą książke dwa lata.
Przeczytałam ją w pięć dni i co mogę powiedzieć?
Zawiodłam się.
*
Wyjątkowo dużo czasu mi zajęło przeczytanie tej książki, ale jakoś nie miałam ochoty i wręcz zmuszałam się przez pewien czas.
Sądziłam, że Rowling lepiej rozegra pojedynek Harrego i Voldemorta.
Wogóle miałam nadzieje, że ta część będzie dłuższa i jakaś bardziej... Ciekawsza.
Cała historia z horkruksami też nie zbyt wypaliła.
Tego całego medalionu nie mogli zniszczyć tak długo, a reszta tak od razu?
Pf.
*
Nie wiem co mnie naszło, tak jakoś.
Nudzi mi się i postanowiłam wreszcie coś napisać na tym blogu.
O.
P.S. Do wolam-cie - nie wiem, czy jeszcze kiedyś tam tu jakieś jednoczęściowe opowiadanie, bo najpierw musze je napisać. xD Znaczy mam jedno, ale czy je wkleje, to jeszcze się zastanowie. x] Ale dziękuje za uznanie. x]]
~~*~~
"Bo tutaj zostawiam ślady moich łez. Gdy wróce już ich nie będzie. Wyschną, ale prędzej czy później pojawią się nowe..."
Melissa.
Nastrój:
tagi:
A było tak dobrze!
*
Dzisiejsza notka będzie poświęcona panu Ł.
Dowiedziałam się czegoś...
Wolałabym tego nie wiedzieć.
*
On pisał z moją kumpelą.
Miło.
Czytałam ich rozmowę.
Wychodzi na to, że jest mu przykro...
A ja?
Ja znowu uwierzyłam, że może być dobrze.
Że możemy to naprawić.
*
Obiecałam jej, że z nim szczerze pogadam.
Boję się tej rozmowy, bo nadal go kocham i boję się, że mu ulegne, a to byłoby najgorsze...
*
Jutro jadę na zakupy, a humor mam do dupy. x/
~~*~~
"Bo tutaj zostawiam ślady moich łez. Gdy wróce już ich nie będzie. Wyschną, ale prędzej czy później pojawią się nowe..."
Melissa.
Nastrój:
tagi:
Witam. To znowu ja.
Oczywiście moje załamanie nerwowe wciąż trwa.
Pod jego wpływem napisałam jednoczęściowe opowiadanie.
Chcę wiedzieć co o tym myślicie więc je tu wklejam.
Tylko proszę, o szczere opinie.
*
Odebrane szczęście.
Dawno, dawno temu, w starym gotyckim zamku żyły dwie rodziny. Obydwa rody miały potomków. Jedni chłopca, drudzy dziewczynkę. Wraz z ich narodzinami zawarli umowę. Obiecali sobie, że ich dzieci w przyszłości wezmą ślub, bowiem było to jedyne rozwiązanie. Oczywiste było, że oni sami nie będą żyć wiecznie, a przynajmniej jeden z rodów musi przetrwać.
Lata mijały. Chłopiec stał się młodzieńcem, a dziewczynka zmieniła się w piękną damę. Oboje często ze sobą rozmawiali, lecz nie łączyło ich nic innego. Tak naprawdę nie przepadali za sobą. Rodziców cieszyło to, że tak często ze sobą rozmawiają. Mieli nadzieję, że sami poproszą o ślub, lecz tak się nie stało, a czas mijał nieubłaganie.
W końcu nadeszła pora, aby wyznać im prawdę. Ani dziewczyna, ani chłopak nie byli zadowoleni z tego powodu. Nie chcieli dzielić razem życia. Nie chcieli być razem. Przez długi czas ze sobą nie rozmawiali, aż nadszedł dzień ślubu. Wtedy znowu się spotkali i oboje to poczuli. Nie chcieli już bez siebie żyć...
Ich radość szybko się skończyła. To nie była bajka. To było prawdziwe życie, a życie nie koniecznie jest kolorowe. Może gdyby wcześniej się pokochali, może gdyby wcześniej wzięli ślub... Może szczęście trwało by dłużej? Może nie zostałoby im tak brutalnie odebrane?
Pamiętny dzień. I tak bardzo bolesny. Dla niej, dla jego rodziców... W tym dniu skończyło się całe ich szczęście... Ona jak zawsze poszła do jego komnaty. Otworzyła duże drzwi. Widok który ujrzała, był tym najgorszym. Tym który widywała w koszmarach. Widziała go. Widziała swojego ukochanego. Jego i trzech jego sługów. Nie potrafiła pojąć dlaczego to robią... Nie potrafiła się ruszyć, nie mogła mu pomóc. Widziała jak ranią go sztyletem. Raz. Potem drugi i trzeci. Widziała... Nic nie mogła zrobić, a on powoli osuwał się na ziemie, krwawiąc...
- Kocham cię. - ostatnie wypowiedziane przez niego słowa...
Mijały dni. Miesiące. Lata. Od tego jakże bolesnego wydarzenia minęło już 5 lat. Ona wciąż go kochała. Bezgranicznie... I tak bardzo cierpiała. Jego komnata była zamknięta. Od tamtego czasu nikt, nikt tam nie wchodził. Tylko raz, ona tam weszła. Chciała z nim porozmawiać, chociaż wiedziała, że i tak jej nie odpowie. Nie przytuli jej i nie pocałuje. Nic nie zrobi.
Czas mijał, a ona nadal cierpiała. Wiele razy już chciała mu się wyzalić, chciała tam wejść, ale nigdy tego nie zrobiła. Za każdym razem było tak samo. Już kładła ręke na klamce i już, już miała ją nacisnąć, gdy w ostatniej chwili rezygnowała. I tak minęły dwa lata...
Przyszło lato. Ósma już rocznica. Obiecała sobie, że tam wejdzie. Po raz kolejny od tak wielu tak stanęła przed wielkimi drzwiami. W ręce ściskała czarną róże, a na jej długą, żałobną suknie kapały krople krwi. Nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi. Gdy tylko przeszła przez próg, w jej głowie pojawiła się tamta scena. Tak samo jak za pierwszym razem. Znowu go widziała... Serce tak bardzo ją bolało. Nie potrafiła sobie z tym poradzić, ale szła dalej. Położyła róże na jego grobie. Padła na kolana, przytulając się do nagrobka. Tak bardzo go kochała...
Wyszła z jego komnaty zamykając drzwi. Po jej ręce płynęła krew, a jej suknia była cała brudna od kurzu. Już nigdy tam nie wejdzie. Nie chce patrzeć na jego grób. Nie chce pytać, nie otrzymując odpowiedzi. Chce go zobaczyć. Ona chce go przytulić. Chce przy nim być. Tak jak kiedyś...
Podeszła do okna. Mocno złapała się ściany, podwinęła suknię i stanęła w oknie. Spojrzała w dół. Było wysoko. Bardzo. Zamki gotyckie są niezwykle wysokie, nie miałaby szans. Własną krwią wypisała na ścianie jedno zdanie "odebrano nam szczęście, lecz nie miłość" i odwróciła się tyłem do dziedzińca. Ostatni raz spojrzała na wielkie drzwi. Po jej policzku spłynęła jedna łza. Jedna jedyna. Puściła ścianę i przechyliła się do tyłu. Spadała wolno, jakby była piórkiem. Nawet nic nie poczuła, gdy uderzyła o ziemię.
Spotkała swojego ukochanego. Wolała umrzeć niż żyć bez niego. Kochała. Naprawdę kochała. A prawdziwa miłość zdarza się tylko raz...
*
Mnie się osobiście tak sobie to podoba, ale przynajmniej pasuje do mojego nastroju.
~~*~~
"Bo tutaj zostawiam ślady moich łez. Gdy wróce już ich nie będzie. Wyschną, ale prędzej czy później pojawią się nowe..."
Melissa.
Nastrój:
tagi:
Cześć.
Jestem.
Znowu.
*
Nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak...?
Wszyscy w domu się cieszą, że jest nowy rok,
Tylko ja mam ochote się rozpłakać...
*
Ja już dłużej nie umiem udawać.
Wszędzie pokazywałam,
Że już wszystko okay.
Że już nic mi nie jest,
Ale dzisiaj,
Gdy wszyscy składaliśmy sobie życzenia,
Miałam ochotę Go przytulić,
Pocałować,
A wiem, że Go nie ma.
I wtedy miałam ochotę się rozpałakać...
*
Mam wszystkiego dość.
Chce żeby ten rok był inny.
Nie chce już cierpieć,
Nie chce już Go kochać...
Chce zapomnieć.
*
Tak na koniec,
Życzę wszystkim
Szczęśliwego Nowego Roku! Niech wam się spełnią wszystkie marzenia! :*
~~*~~
"Bo tutaj zostawiam ślady moich łez. Gdy wróce już ich nie będzie. Wyschną, ale prędzej czy później pojawią się nowe..."
Melissa.
Nastrój:
tagi: